piątek, 1 listopada 2013

"Tęczowe Muchomory".. czyli tolerancja wobec homoseksualistów w XXI w.

Żeby trochę ożywić tego bloga, a także, żeby jego tematyka stała się trochę bardziej zróżnicowana, dzisiaj przybliżę wam trochę problem nurtujący teraz wielu, może także i was, a mianowicie tolerancja wobec homoseksualistów.



Tęczowe Muchomory


Czyli tolerancja wobec homoseksualistów w XXI w.


„Ludzie są równi, tylko nierówność ich dzieli…” ~ Kazimierz Przerwa - Tetmajer
                

            
Od  pewnego czasu coraz częściej możemy zauważyć  toczącą się dyskusje na jeden z dość kontrowersyjnych tematów jakim jest homoseksualizm.  Poruszając tą kwestie warto zwrócić uwagę że problem ten nie odnosi się tylko i wyłącznie do ludzi, ale również jest zauważalny wśród zwierząt. Ludzie od pokoleń zadawali sobie pytanie, skąd bierze się homoseksualizm, a zarazem jak można go leczyć i czy w ogóle jest możliwość  rozwiązania tego problemu stosując medycynę, a może jest to walka z samą naturą i przeznaczeniem człowieka. Niemniej istnieją wystarczające przesłanki, aby stwierdzić, że homoseksualizm nie jest kwestią wyboru, efektem wychowania, mody czy też presji lub jego akceptacji kulturowej, a jest to cecha wrodzona.
” Homoseksualizm nie może być oczywiście w pełni dziedziczny, bo z punktu widzenia ewolucyjnego już dawno cecha ta byłaby wyeliminowana z puli genetycznej naszego gatunku. W tym właśnie kierunku poszło wielu badaczy. Mało znane z przyczyn, jak przypuszczam, politycznych są szerokie badania przeprowadzone w latach 60-tych i 70-tych przez lekarzy w byłym NRD. Wyniki tych badań sugerują, że wpływ na orientację seksualną mają męskie hormony — androgeny (takie jak testosteron, androstenedion i zapewne inne) wytwarzane albo przez matkę, płód lub łożysko we wczesnym okresie ciąży (badania dotyczyły homoseksualizmu męskiego). Nie wchodząc w szczegóły zachwianie równowagi hormonalnej w organizmie matki może być spowodowane predyspozycjami wrodzonymi, chorobą oraz ciężkimi stresami. Zapewne występuje tu kombinacja tych czynników, które mogą spowodować, że mózg płodu płci męskiej został „zaprogramowany" niezgodnie z genotypem, a więc płcią danego osobnika. Potwierdzają to badania post mortem(po śmierci) na ofiarach AIDS.”. Tak więc predyspozycje genetyczne wraz z opisanymi czynnikami w życiu płodowym mogą spowodować homoseksualną orientację człowieka.

                       
Homoseksualizm nie jest zjawiskiem nowym wyst
ępował na przestrzeni całej historii ludzkości na co istnieje mnóstwo przykładów. Warto tu wymienić takie znane postacie jak: Aleksander Macedoński, Ryszard Lwie Serce, Władysław Warneńczyk, papież Sykstus IV, Leonardo da Vinci, Hans Christian Andersen, Piotr Czajkowski, Oscar Wilde, Marcel Proust, John Keynes i wielu innych.
 Temat ten oprócz wywołania skrajnych emocji prowadzi  również do zaostrzenia się konfliktu pomiędzy przedstawicielami konserwatyzmu, a osobami wyznającymi wiarę w postęp i nowoczesność, przez co niejednokrotnie dochodzi  do zażartych dyskusji na ten temat. Dziś każdy z nas stoi przed wyborem czy zaakceptować homoseksualizm. Dużo zamieszania robi też kwestia tego, czy przyznać tym parom pełnię praw rodzicielskich. Szukamy więc odpowiedzi dlaczego w dalszym ciągu problem homoseksualizmu jest tak dalece od tolerancji w wielu krajach, w tym także Polsce.  Nie można ukryć, że wielu z nas tłumaczy sobie, że pociąg do osób tej samej płci jest chorobą leżącą u podstaw naszej psychiki,  przez co czujemy się wyobcowani ze środowiska, w jakim przyszło nam żyć. Jak pokazują ostatnie  badania brak  tolerancji  osób homoseksualnych przyczynia się nie tylko do poczucia zagrożenia ze strony osób heteroseksualnych, ale także uniemożliwia im prawidłowy rozwój psychiki. W wyniku czego wiele takich osób z obawy przed niezrozumieniem ze strony najbliższych, często ukrywa swoje zainteresowanie osobą tej samej płci .Doprowadza to do tego, że ludzie którzy nie potrafią zrozumieć swojej „odmienności” popełniają samobójstwo.  Bowiem jak widać coraz częściej tolerancja nie idzie w parze z akceptacją. Bowiem pomimo, że dość spora liczba osób potrafiłaby tolerować osobę homoseksualną, to już znacznie gorzej było by z jej zaakceptowaniem, zwłaszcza gdy problem ten pojawił by się w naszej rodzinie czy też w gronie najbliższych przyjaciół. Wielu przeciwników zalegalizowania homoseksualizmu  tłumaczy się że jest to zjawisko niepokojące, a co za tym idzie, również zagrażające naszej cywilizacji. Rozpatrując jednak sprawę w takich kategoriach warto przyjrzeć się innemu gatunkowi, w którym również homoseksualizm występuje, a z czego nie zawsze zdajemy sobie sprawę. Jak pokazują ostatnie doświadczenia, zwierzęta homoseksualne są nie tylko akceptowane przez resztę stada, ale także w niczym nie odbiegają w relacjach wychowawczych swojego adoptowanego potomstwa w stosunku do rodziców heteroseksualnych. Warto również zwrócić uwagę na traktowanie osób homoseksualnych. Coraz częstsze pojawienia się tych osób w mediach prowadzi do frustracji i jeszcze większego nacisku ze stron przeciwników, co w konsekwencji prowadzi do nie zdrowej rywalizacji pomiędzy osobami  homo a heteroseksualnymi. Próbując w ten sposób udowodnić która ze stron ma racje. W dalszym ciągu pozostaję również kwestia adopcji dzieci przez pary homoseksualne. Tutaj zwolenników tego pomysłu jest jeszcze mniej bowiem nie wyobrażamy sobie zaakceptowanie sytuacji, w której dziecko było by wychowywane przez dwóch tatusiów lub dwie mamusie.  Stajemy się bowiem „ekspertami” w dziedzinie psychiki i zdecydowanie jesteśmy przeciwni stworzeniu namiastki  jakiejkolwiek rodziny jeśli ta nie będzie się składać z pary osób heteroseksualnych. Pomijając przy tym jakże ważną kwestie, a mianowicie możliwości rozwoju dziecka w gronie osób które będą się o niego nie tylko troszczyć, ale także bezgranicznie kochać. Uważam, że dyskusja a zarazem konflikt uskuteczniany przez ostatnie lata nie tylko do niczego nie prowadzi, ale również przyczynia się do pogłębienia przepaści pomiędzy ludźmi heteroseksualnymi a homoseksualnymi. Powodując w ten sposób podział społeczeństwa pod względem tzw. „normalności”. Duże znaczenie w tej sprawie odgrywają również stereotypy i niepokojące zjawisko ksenofobii. Warto więc zadać sobie pytanie czy oprócz różnicy zainteresowania drugą płcią homoseksualiści to inni ludzie i czy aby na pewno należy w XXI w stwarzać im odrębne miejsce, dając im w ten sposób do zrozumienia, że powinny jak najszybciej wycofać się z dotychczasowego środowiska i uciec do stworzonych przez nas  pewnego rodzaju „gett”. Co w konsekwencji może dać nam jakże złudne poczucie wygranej w obronie ładu i porządku cywilizacji,  lecz tak naprawdę stajemy się przegrani w walce z nasza tolerancja a zarazem z akceptacją i otwartością na innych.

Anja.

środa, 28 sierpnia 2013

'Wszyscy to robią.. To znaczy umierają.'

"Nazywam się Madison Avery i jestem tu, żeby powiedzieć wam, że poza tym, co można zobaczyć, usłyszeć albo poczuć, jest coś jeszcze. Bo ja to widzę, słyszę, czuję i przeżywam."

Czy chciałbyś być zawieszony pomiędzy śmiercią a życiem? Żyć a jednocześnie być umarłym? I tylko tajemniczy amulet ukradziony mordercy może utrzymać cię przy życiu? Kim Harisson, autorka wspaniałej serii o Rachel Morgan po sukcesie swojego opowiadania w książce ,,Bale Maturalne z Piekła” postanowiła napisać kontynuację- powieść o ciekawym tytule ,,Umarli czasu nie liczą”.


Pierwszy raz przeczytałam tą książkę całe wieki temu a jednak powracam do niej raz za razem. Ostatnio postanowiłam sobie kupić nawet jeden egzemplarz, stąd dzisiaj otrzymacie ode mnie mini recenzję tej, przynajmniej według mnie, jednej z najlepszych powieści fantastycznych ostatnich lat.

Książka ta jest rozpoczęciem serii o Madison Avery, buntowniczej nastolatki, której jedna decyzja zmieniła całe dotychczasowe życie.

Poznajemy ją w wspomnianym już wcześniej opowiadaniu, wydanym przez Kim Harrison, obok innych autorek takich jak m. in. Meg Cabot i Stephenie Meyer, w książce "Bale Maturalne z Piekła". Książka jest kontynuacją opowiadania "Madison Avery i żniwiarz ciemności", w którym tytułowa bohaterka zostaje zaatakowana przez strażnika czasu ciemności i umiera... jednak nie do końca. Madison zabiera mu amulet, dzięki czemu zyskuje cielesność i w miarę "normalne" życie, jeśli osoba martwa może takie mieć.



"Ale ja nie poddałam się bez walki. Wierzgałam i protestowałam przeciw swojej przedwczesnej śmierci, a kiedy ukradłam mojemu zabójcy amulet, w pewien sposób udało mi się uratować.Amulet dawał mi iluzję ciała.[...] Kiedy  wzięłam  go do ręki, był jednocześnie gorący jak ogień i zimny jak lód."

Madison jest outsiderką. Ma fioletowe włosy, ubiera się według innych "dziwnie". Jednak tak naprawdę jest bardzo fajną, odważną dziewczyną, która umie postawić na swoim.

Zabójca Avery był Żniwiarzem Ciemności.

"Żniwiarze ciemności zabijali ludzi, kiedy wiedzieli, że w przyszłości mogą oni zrobić coś niezgodnego z wielkim planem przeznaczenia."
I tu właśnie dochodzimy do sedna całej książki. Okazuje się że światem rządzą dwie moce. Moc przeznaczenia i moc wolnej woli. Obrońcami przeznaczenia byli Żniwiarze Ciemności, zaś obrońcami wolnej woli, Żniwiarze Światła.

Teraz kiedy Madison jakimś cudem uniknęła śmierci, jest chroniona przez żniwiarza światła imieniem Barnaba. To on, w noc kiedy miała zginąć z rąk żniwiarza ciemności, miał ją przed tym uchronić.

"Barnaba był prawdopodobnie stary jak świat, ale ze swoją szczupłą sylwetką, w dżinsach i czarnym podkoszulku wyglądał jak nastolatek.Był aniołem śmierci o lekko kręconych włosach i brązowych oczach."
Okazuje się też, że Madison jako człowiek, nie powinna być w stanie ukraść żniwiarzowi amuletu. I tu pojawia się pytanie, "Czy kryje się za tym coś więcej?", owszem tak. Jeśli chcecie się dowiedzieć co, polecam przeczytać tę książkę ;)

Lektura ciekawa, wciągająca, różniąca się koncepcją od modnych teraz serii o wampirach, wilkołakach i innych, zainspirowanych sukcesem "Zmierzchu" S. Meyer. Znajdziecie tu i trochę akcji, całą moc świetnej fantastyki i zakończenie, które pozostawia chęć przeczytania kolejnej książki z tej serii...



Moja ocena 10/10 ! ;)


Anja 



poniedziałek, 22 lipca 2013

' ten rap to spoiwo '

Miałam wrzucić recenzję książki, ale tak wyszło, że nie przeczytałam. Nie będę Was oszukiwać. Ajlo mnie pewnie zabije, ale co mi tam. :D Przyszedł czas na trochę inny post. Notka o charakterze hobbistycznym. :)
                                                                                               
            Zacznę od początku. Każdy z nas ma coś bez czego nie może żyć, dla jednych to tlen, innych miłość, jeszcze kolejnych przyjaźń, a ja nie mogę żyć bez MUZYKI. Dla mnie to nie tylko muzyka to styl życia. Co prawda spotykam się codziennie z krytyką co do mojego ulubionego gatunku, ale moim zdaniem muzyka ma łączyć, a nie dzielić ! Zgadzacie sie ? 'Nie mam zamiaru spełniać czyichś oczekiwań w życiu nie chodzi o to by sympatię zdobywać' - zgadzam się w 100% z tym cytatem . :)

Wieczna dyskryminacja gatunkowa.

Słucham reggae, ale to nie znaczy, że jaram trawkę.
Słucham rapu, ale to nie znaczy, że jestem blokersem, który wchodzi w ustawki.
Słucham disco polo, ale to nie znaczy, że jaram sie Niecikiem.
Słucham popu, ale to nie znaczy, że Justin Bieber jest moim idolem.
Słucham metalu, ale to nie znaczy, że jestem emo.
Słucham heavy metalu, ale to nie znaczy, że moim motto jest 'ave satan'.

            To i tak nie wszystkie stereotypy, ale jak dla mnie to są te najważniejsze. Dla mnie liczy się przekaz. Wiele piosenek zapadło mi w pamięci, dlatego, że ich tekst zawrócił mi w głowie.

           
            Jak dla mnie priorytetowym gatunkiem jest rap ! Od małego zasłuchiwałam się w już rozwiązanej grupie Jeden Osiem L 'Ile dałbym, by zapomnieć Cię, wszystkie chwile te, które są na nie, bo chcę (Bo chcę)'. Każdy z nas to zna! Nawet już wtedy przez moje głośniki przemykały kawałki Trzeciego Wymiaru. W tamtych czasach wszystko było prostsze i ludzie nie patrzyli na Ciebie jak na odmieńca, bo ja słucham rapu, a oni nie - 'kiedyś było inaczej, inne życie małolata' . Porządnego kopa dostałam w gimnazjum, gdzie pośród 26 osób znalazłam tylko jedną bratnią duszę, która jeszcze bardziej mnie zaraziła. Wtedy dopiero pojawili się: Peja, Lil Wayne, Eminem, Małpa, jednak sporadycznie słuchałam tzw. popu, ale czułam, że to nie moja bajka! Dzięki I. ♥ poznałam zasadę 'Gatunek nie ma znaczenia, liczy się to co Ty lubisz'. Trzymałam się tej zasady do początków liceum...

            Dziś mam 17 (prawie 18) lat i wiem, że jest szlachta i plebs, ale zazwyczaj mój ukochany gatunek to plebs. Dlaczego tak jest?
Zacznę od tego, że idąc do liceum, miałam inne podejście. Wszystko się zmieniło, jak zobaczyłam obecną klasę. Ten słucha popu, ten metalu, ten disco polo, a ja taki outsider, bo słuchałam rapu. Nawet próbowałam zmieniać upodobania co do konkretnego gatunku i to byłby największy błąd ! Dlaczego błąd ? Otóż dlatego, że kolejny raz piesek o imieniu szczęściarz znalazł bratnią duszę, moją kochaną Ajlo ♥ Ona na nowo pomogła mi odkryć uroki rapu, ale i nie tylko, bo poszerzyła moje horyzonty ! Teraz nie słucham tylko rapu, ale też reggae (co prawda sporadycznie, ale słucham). Jest też jeszcze ktoś, kto zaraził mnie tą manią – kolega, z którym nieraz wymienialiśmy się utworami. Dziękuję Wam za to ! Wszyscy razem wędrowaliśmy po różnych koncertach: Natural Dread Killaz, B.R.O, Małpa, Miuosh, ale zapowiada się jeszcze parę ciekawych wypadów. Nie zamierzamy rezygnować z naszego stylu życia!

            Na chwilę obecną lista moich idoli się powiększyła o: Onara, Miuosha, Wizjię Lokalą, Pezeta, Eldo, O.S.T.R, Hadesa, Małolata, Piha, Huczuhucza, Bed Meets Evil, Sulina (o dziwo ziom z dzielnicy xd), Bukę, Bisza i Zeusa.

            Dużo raperów znam przez znajomych, którzy udostępniają linki na fb, ale sama osobiście ich zarażam. Dla mnie to już żadna nowość i nie mam zamiaru z tego rezygnować, bo to jest gatunek godny uwagi. Na przykładzie mojej młodszej o 6 lat siostry i jej klasy. Moja J. słucha rapu dzięki mnie, a jej klasa słucha, bo to modne, nie rozumiejąc przesłania. Ona i ja mamy takie same zdanie co do słuchania muzyki dla szpanu. Jeśli masz słuchać to słuchaj, ale nie po to, żeby Cię lubili, tylko dla siebie.

- Oł, oł słucham Zeusa, jestem taki zajebisty!
- A rozumiesz jego teksty ?
- Nie !
- No to ku.wa πr^l się !

            Jeszcze jedna uwaga na temat tekstów, Wy innogatunkowcy możecie ich nie rozumieć, dla Was to tylko puste, mówione słowa. Tak samo odbieram Wasze gatunki, durne wywijanie dupą, cyckami, albo darcie ryja. Każdy ma swój odrębny styl i starajmy się to uszanować, bo nie zawsze możemy zostać zrozumiani. Mogą nam tak dokopać, że się nie podniesiemy. Nie na tym to polega ! Wszyscy musimy się wspierać !

            Z niektórymi utworami kojarzą mi się zajebiste chwile, jednak nie wszystkie takie są, bo w tak ogromnym zbiorze nutek są i te znienawidzone. Przez które zawsze będę płakać i będą mi się kojarzyć z tym z czym nie powinny. Jednak muzyka jest scenografią uczuć i dilerem, który czeka aż każdy z nas zacznie ją ćpać.

Więc ćpajmy i się jarajmy, bo dobry bit nie jest zły. Jak dla mnie gatunek na 6+, czyli w blogowej skali:

Moja ocena 10/10 .

Nelia . ♥


PS. Wyrażajcie swoje opinie, jestem osoba wyrozumiałą :) Jeśli chcecie może się pojawiać więcej notek tematycznych, a jeśli słuchacie rapu, to mogą się pojawić posty o ulubionych raperach. Wszystko zależy od Was ! 

niedziela, 16 czerwca 2013

' Szczęście jest wartością absolutną. Samą w sobie. '

             Znów recenzja książki. Wiem, że to już staje się takie monotonne, ale lubię czytać. :) Dziś przyszedł czas na książkę ... Potrzymam Was trochę w niepewności. Tego pięknego dnia łamię wszystkie moje dotychczasowe zasady wypracowane na temat gatunków książek. Zadziwię Was! Fantastyka i fantastykopodobne idą w odstawkę, ale tylko dziś i tylko ze względu na to, że nie czytałam tak urzekającej książki. Prawdę mówiąc jej się nie czyta, ją się pochłania. W tak zaskakująco szybkim tempie przerzuca się strony, że ani człowiek się obejrzy, a już ją kończy. Tą tajemniczą książką jest 'Samotne wyspy i Storczyk' Anny Onichimowskiej, ktoś czytał? Jeśli tak podziel się tym z nami, z wielką chęcią dowiemy się co o niej myślisz. :)

„ Dorosłość polega również na umiejętności dokonywania wyborów. ”

            Dorosłość, czym ona właściwie jest? Czymś, na co czekają wszystkie współczesne nastolatki, czymś co po pewnym czasie i tak nam sie znudzi? Tak, oczywiście, że tak! Każdy z nas chce być dorosłym, ale nie każdy zdaje sobie sprawę co z tego wynika. Jak wiele problemów, jak wiele samotności, jak wiele zaprzepaszczonych szans niesie za sobą! Ona nie była, nie jest i nie będzie taka łatwa, trzeba stawić jej czoło. Każdy z nas indywidualnie! I należy pamiętać, że w tym wypadku wygrana to nasze zwycięstwo, a przegrana to jak kopanie umarłego, czyli odmęty niewiedzy i głucha cisza.

„ Musisz sam dostać w kość. Jak my wszyscy... ”

            Z trudnościami bycia dorosłym boryka się właśnie główny bohater Maciek. Patrząc obiektywnie na jego postać na początku książki, jest typowym nastolatkiem, choć ma swoje 18 lat to jednak myśli jak chłopiec. Dla niego priorytetem jest tylko, żeby 'przelecieć' pannę, wraz z tokiem akcji jego podejście do dziewczyn się zmienia. W ciągu całej książki znacznie dorasta i widać to u jej zwieńczenia. Życie stawia przed nim ciężkie wybory i rzuca na głęboką wodę, ale on jednak uparcie dąży do celu. Jaki jest finisz? Zwycięża! Po nieudanych próbach w końcu osiąga wewnętrzną i zewnętrzna równowagę. Mimo jego hulackiego stylu życia, na ziemię go sprowadza wiadomość matki. Będzie miał brata, otrząsa się i zaczyna myśleć przyszłościowo, a nie jak dotychczas. Ta wiadomość wyrywa go z otępienia i egoizmu, zaczyna snuć plany na temat przyszłości ich rodziny i jak to wszystko się potoczy.

„ Nikt z nas nie chce być ‘samotną wyspą’, ponieważ każdy z nas dąży do tego, aby być częścią archipelagu. ”

            Książka prosta, ale z jakim przekazem! I dla mnie to się liczy, nie jest to puste romansidło, które przeczytasz i nic nie wyniesiesz. Zawiera jakieś pouczenie i motywacje, która każdemu z nas może posłużyć jako ‘motor napędowy’ naszych działań. Pamiętajcie, nie warto się poddawać, bo za drzwiami ‘pomyłki’ może się czaić przeznaczenie. Mimo życiowego pecha bądźmy sobą i dążmy do spełnienia naszych marzeń i pragnień, bo każdy kiedyś odnajdzie swoją pełnię szczęścia.

„ Dotarłam aż tu, na samotną wyspę, by spalić wszystkie mosty i odciąć się od świata…
To był błąd, samotność zabija. ”


Moja ocena: 8/10
Nelia .

PS Zbliżają się wakacje i możemy trochę rzadziej tutaj zaglądać, ale postaramy się być na bieżąco. Jakby co nie tęsknijcie, reaktywacja we wrześniu na bank ! :)

sobota, 25 maja 2013

"Horror" mieszkanki Internatu....;)


Jakie są trzy elementy, które zawszę pojawiają się w powieści o wampirach?Seks, krew i śmierć.



Dzisiaj na okładkę weźmiemy film pt. "Internat" w reżyserii Mary Harron, który wprawdzie
powstał  ponad rok temu, lecz do rodzimych kin trafił zaledwie przed kilkoma dniami.



Bohaterką filmu jest Rebecca, wracająca po wakacyjnej przerwie do żeńskiej szkoły z internatem. Nastolatka, nie mogąca pozbierać się po samobójczej śmierci ojca, zaprzyjaźnia się z rówieśniczką imieniem Lucy. Nie mija jednak wiele czasu, a relacja między dziewczynami zostaje wystawiona na próbę. Do internatu trafia Ernessa Bloch - odległa, zdystansowana, nieco ekscentryczna i skrywająca tajemniczą przeszłość.Nie mija dużo czasu, a Ernessa zastępuje Rebeccę w życiu Lucy. Rebecca zaczyna być niesamowicie zazdrosna o swoją przyjaciółkę, która większość czasu spędza z Ernessą. Nieustannie obserwuje życie Ernessy, śledzi każdy jej ruch.Kiedy w niewyjaśnionych okolicznościach giną mieszkanki internatu, a okaleczone zwłoki jednej z jego pracownic zostają znalezione w lesie nieopodal szkoły, osamotniona dziewczyna zaczyna podejrzewać, że to Ernessa ponosi odpowiedzialność za ostatnie tragiczne wydarzenia.

Ojciec Rebecci był wybitnym poetą, który popełnił samobójstwo. Dziewczyna bardzo to przeżyła. Myślę, że film ten to zapis popadania w obłęd wrażliwej nastolatki, nie mogącej pogodzić się z utratą ojca, a następnie przyjaciółki. Niestety film przypomina opowieść o podstępnej wampirzycy, dlatego też ta niejednoznaczność nie do końca wyszła dobrze twórcom filmu.

Dużo scen w filmie jest przesyconych erotyzmem.Widzimy Ernesse która, jak myśli Rebbecca wykożystuje pod tym względem Lucy. Zaczyna też podejrzewać, że Ernessa nie jest tak do końca człowiekiem.
Była przyjaciółka Rebbeci staje się z każdym dniem bardziej apatyczna i osowiała. Wygląda na wychudzoną i zmęczoną, co nie daje spokoju głównej bohaterce. O to wszystko także obwinia ona Ernessę.

Ocena tego fimu jest na prawdę bardzo trudna. Na horror jest zdecydowanie za lekki, na thriller ma zdecydowanie zbyt dużo nadprzyrodzonych elementów. Jest bardzo nierówny; momentami przyjemnie straszny i niepokojący, tylko po to aby za chwilę lekko męczyć i nudzić. Miejscami przypomina teledysk, gdzie dobre momenty zostały sztucznie pozlepiane tandetnymi scenami dziewczęcych przyjęć, szkolnych apeli i jeszcze kilku innych, kompletnie nieistotnych dla historii wątków. Wszystko bowiem powinno sprowadzać się do tego, kim jest tajemnicza Ernessa. Czy wampirem, jak nachalnie podpowiadają nam kolejne sceny?
 Według mnie główny atutem tego filmu jest postać Ernessy grana przez Lily Cole. Choć Lily znana jest przede wszystkim jako modelka, to występem w „Internacie” udowodniła, że nie brakuje jej także aktorskich umiejętności. Ernessa Bloch w jej wykonaniu to postać nie tylko tajemnicza i na pozór skryta, ale zarazem na swój sposób charyzmatyczna. Dodatkowym atutem Cole jest wyjątkowa uroda: jej oblicze przywodzi na myśl porcelanową lalkę, co w połączeniu z bardzo dobrą charakteryzacją owocuje niezwykłym efektem. Nie ma wątpliwości, iż postać Ernessy zagości na długo w pamięci każdego, kto zdecyduje się obejrzeć „Internat”.
Cały film jest zdecydowanie za krótki. W niespełna półtorej godziny zupełnie nie da się rozwinąć wszystkich wątków, tych męczących, ale też tych najbardziej interesujących: przeszłości Ernessy,  jej tajemnicy i powodu, dla którego naprawdę pojawiła się w szkole. Tak więc ze względu na przewidywalność i parę innych aspektów nie zaliczyłam go do horroru, ale bardziej do dramatu psychologicznego.

Dobry film na przyjemne popołudnie.Niestety nie dla fanów horrorów, do jakiej kategorii zalicza się film, lecz raczej dla fanów dramatów z wątkami paranormalnymi. ;)

Moja ocena 6/10
Anja.

piątek, 17 maja 2013

' Są więzienia gorsze od słów ' CW


            Ze wstydem się przyznam, że książka którą dziś zrecenzuję leżała na regale i zbierała kurz od świąt Bożego Narodzenia. Nie to, że nie jest ciekawa czy coś, ale po prostu nie mam czasu czytać. Zawsze znajdzie się coś ważniejszego, zamieszanie w szkole, w życiu, dużo tego. Jeszcze w dodatku czytanie lektur (dobra już się przyznam opracowania, ale na to też potrzeba czasu). W domu też są obowiązki, wiadomo, ale już basta nie rozmieniam się na drobne nad tym.

' Przeznaczenie zazwyczaj czeka tuż za rogiem. Jakby było kieszonkowcem, dziwkę albo sprzedawcą losów na loterię, to jego najczęstsze wcielenie. Do drzwi naszego domu nigdy nie zapuka. Trzeba za nim ruszyć. '

            Książką o której istnieniu chcę was uświadomić jest 'Cień Wiatru' Carlosa Ruiza Zafona. Zapewne są osoby znające twórczość tego autora, ale pewnie nie wszyscy. Osobiście zetknęłam się po raz pierwszy z jego książką, szperając po allegro w poszukiwaniu ciekawych pozycji w celu poszerzenia biblioteczki. Natknęłam się wtedy po raz pierwszy na 'Cień wiatru', która jest powieścią z serii o 'Cmentarzu Zapomnianych Książek' (należą do tej serii jeszcze 'Gra Anioła' o 'Więzień Nieba'). Książki można czytać w dowolnej kolejności, bo każda posiada odrębną i nie zależną historię - to tak na wtrącenie. :) Wracając do sedna, książka z opisu wydawała się nieziemska i wciągająca. Nikt dotychczas mi jej nie polecił i sama chciałam odkryć jej znakomitość. 'Cień Wiatru' nie sprawia, że czytelnik 'łapie muchy' z nudy, albo przerzuca strony pomijając monotonne opisy. Opowieść żyje swoim życiem i pomaga czytelnikowi wejść do środka. Jako antyzwolenniczka romansideł, nie przeszkadza mi nawet to, że przez 10 kolejnych stron jest opis tego, jak Daniel tęskni za Beą. Wątek miłosny nadaje tej opowieści charakteru i spaja z logiczna całość. Bez niego w całości brakowałoby czegoś, byłaby niepełna.

miłość jest jak wędlina: jest salami i jest mortadela '

To książka o nienawiści, niespełnionych pragnieniach i o tym, że warto mieć marzenia i im ślepo ufać.

' później i tak dokopią Ci tak mocno, że stracisz wiarę w innych '
           
            Autor stwarza perfekcyjny obraz świata, którego głównym bohaterem jest nie tylko Daniel Sempere, ale i Barcelona. W żadnej książce nie znalazłam tak doszczętnego i skrupulatnego opisu miejsca akcji. Powieść z fotograficznym odwzorowaniem ilustruje historyczną Barcelonę, co nadaje delikatności całej treści. Zapewne nikt z nas nie znał tego hiszpańskiego miasta z takie strony. Zafon nie ukrywa dzielnic nędzy, wszystko staje się miejscem toku akcji, bo każde ma ukryte w sobie jakieś piękno, tylko trzeba je odkryć.
            Godny uwagi i rzucający się w oczy jest język. Sama nie raz przyłapałam się na tym, że musiałam iść sprawdzić dane słowo w słowniku. Język jest bogaty i na pewno zaskoczył nie jednego krytyka.

            Skupię się teraz na tytule 'Cień Wiatru', brzmi tajemniczo i groźnie, ale zarazem żartobliwie. Na pierwszy rzut oka rodem z 'Ani z Zielonego Wzgórza'. Pozory jednak nie mylą i już na wstępie można dostrzec całą istotę książki. 'Cień Wiatru' jest też jednym z głównych wątków całej książki, tuż obok wątku miłosnego. Wprawdzie jeden wynika z drugiego, bo wszystko toczy się wokół tego, jak to Daniel znalazł na 'Cmentarzu Zapomnianych Książek' ‘Cień Wiatru’ Juliana Caraxa. Jest to jedyna książka, która zachowała się, bo reszta została zniszczona przez DIABŁA! Jego historia jest do końca wyjaśniona, ale nie zdradzę tego, bo sęk tkwi w tajemnicy, a moim zadaniem jest tylko wywołać u was niedosyt.
            Tak naprawdę, choć powieść wciąga już od pierwszego zdania, to jednak właściwa akcja rozpoczyna się, kiedy chłopak dorasta i postanawia odnaleźć każdy trop prowadzący go do Caraxa. Zafon wtedy zaczyna wprowadzać innych bohaterów, którzy odegrają bardzo ważne role w całej historii: włóczęgę, którego przygarnia z ulicy - Fermina; tajemniczego i złowieszczego inspektora Fumera, depczącego im za każdym razem po piętach; człowieka w masce, usiłującego zniechęcić Daniela do poszukiwań - Laina Couberta, a także kobiety, w których Daniel się zakochuje. Relacje między postaciami są zawiłe, pełne tajemnic, a sama historia to tajemnica w tajemnicy, czyli prościej mówiąc jak nie przeczytasz to się nie dowiesz.

            Moim zdaniem książka zauroczy nawet najbardziej zagorzałego krytyka, co prawa nie wszyscy lubią książki, w których jest jakaś tajemnica, ale sama szata historii już powinna zadowolić. Powieść wciąga z każdą kartką coraz bardziej i oczywiście zachęcam do czytania, bo..

'Istniejemy póki ktoś o nas pamięta. ' 

            O tak wspaniałej historii nie da się zapomnieć, jak dla mnie bestseller. Pozycja stojąca w mojej prywatnej czołówce. Osobiście polecam i zachęcam do wyrażania swojej opinii.


Moja ocena: 10/ 10

Nelia